Historia Sycowa



    Syców jest położony w południowo - wschodniej części Wzgórz Trzebnickich, przez które Nizina Śląska graniczy z południową Wielkopolską. W ciągu wieków dzielił swe losy ze Śląskiem - historyczną dzielnicą Polski w dorzeczu górnej i środkowej Odry.

    Był to teren sporów i walk z Czechami i Niemcami. Polskie racje opierały się głównie na podstawach etnograficznych, ponieważ ziemie te zamieszkiwali ludzie wspólnego języka, kultury i obyczajów z resztą krain zjednoczonych na przełomie X i XI w. pod berłem Mieszka I i jego syna, Bolesława Chrobrego.

    Najstarsze wzmianki historyczne o Sycowie, grodzie czy mieście tak nazwanym (w orginalnej, pierwotnej wersji: Syczowe) występuje w dokumencie księcia Henryka IV Probusa z roku 1276. Był wtedy najpewniej siedzibą kasztelanii, to jest podstawowej jednostki podziału administracyjnego, w której z ramienia księcia kasztelan sprawował władzę administracyjną, wojskową i sądowniczą. Na ten i późniejszy okres przypada na ziemiach polskich tak zwana lokacja miast i wsi na prawie niemieckim. Polegało to na reformach gospodarczych i administracyjnych oraz uregulowaniach prawnych sprzyjających rozwojowi gospodarki towarowo-pieniężnej. Wzory prawnoorganizacyjne czerpano z miast niemieckich na Śląsku z Magdeburga: stąd nazwa. Wraz z tym przyciągano osadników z Niemiec biegłych w gospodarce i organizacji życia w stwarzanych warunkach.

    Z początkiem XIVw Syców znalazł się w ramach powstałego księstwa oleśnickiego, które rychło przyjęło zwierzchnictwo lenne Czech. Pod koniec XVw. ówczesny król Węgier i Czech Maciej Korwin, mający swoje porachunki z Oleśnicą, oderwał od niej ziemię sycowską i jago niezależną posiadłość wielkopańską, tzw. "wolne państwo stanowe" podarował jadnemu ze swych zasłużonych rycerzy Niemcowi Hansowi Haugwitzowi.

    Wolne państwo stanowe korzystało praktycznie z praw lennego księstwa, różnica z grubsza biorąc polegała na tym że, w odróżnieniu od księstwa, można je było sprzedać i kupić, co wymagało jedynie zatwierdzenia przez króla. Od 1526r. królami Czech byli władcy Austrii, Habsburgowie, od wcześniejszego już okresu niezmiennie obdarzani cesarską korona Rzeszy niemieckiej. Od 1627 roku Czechy formalnie utraciły niezawisłość, toteż sycowskie państwo stanowe, tak jak i cały Śląsk, przeszło pod fartyczne i prawne władanie Austrii.

    To, co dotychczas nazwane jest w tekście Rzeszą niemiecką - informacyjnie, przez duże "R", ale przez małe "n" - to istniejacy od połowy X wieku mniej lub bardziej luźny związek państw przeważnie niemieckiej strefy historyczno - kolulturalno - językowej, często skłóconych i wojujących ze sobą uznających jedynie formalnie autorytet obieranego cesarza. Został on rozwiązany w roku 1806 pod dyktatem Napoleona Bonapartego.

   Pozwala to lepiej zrozumieć, co stało się w roku 1741, gdy Prusy w wyniku napaści na Austrię, zagarnęły Śląsk pod swoje panowanie z wyjątkiem małych skrawków na południowym wschodzie.Faktycznie walki rozciągnęły sie na trzy tzw. wojny śląskie, zakończone dopiero w 1763r. Dla nas istotne jest, że w pierwszej połowie XVIII wieku Śląsk, wraz z sycowskim wolnym państwem stanowym został pobity przez Prusy. Militarystyczne i zbiurokratyzowane państwo pruskie nie zwlekało z zaprowadzeniem swoich porządków.

    W Sycowskiem instytucja państwa stanowego została zniesiona, a na jej miejsce wprowadzono powiat z administracją i mianowanymi starostami. Dawni panowie stanowi zostali pozbawieni władzy . Oprócz prywatnego majątku pozostał im tylko przywilej zasiadania w pruskiej Izbie Panów, pewnego rodzaju arystokratycznym senacie. Od ostatnich lat monarchii habsburskiej na Śląsku do roku 1945, najpierw władzę, a później już tylko wielkie posiadłości, dzierżyła w Sycowskiem rodzina książąt Bironów Kurlandzkich (Biron von Curland)

    Kurlandia, część dzisiejszej Łotwy, od XVI w. była lennem Polski. Po wygaśnięciu miejscowej dynastii książęcej w pierwszej połowie XVIIIw. , stany kurlandzkie obrały sobie nowego księcia w osobie faworyta rosyjskiej carycy Anny i faktycznego wielkorządcy Rosji, hrabiego rosyjskiego i niemieckiego Ernesta Jana Birona. Biron jeszcze wcześniej nabył posiadłości w Rzeszy - sycowskie państwo stanowe i Żagań. jeszcze tylko jego synowi, Piotrowi dane było przejąć władzę w Kurlandii. Potem nastąpił trzeci rozbiór Polski. Kurlandia została wcielona do Rosji, a Bironowie - co prawda za sutym odszkodowaniem - zmuszeni byli przenieść się do majątków zakupionych przez zapobiegliwego przodka. Z Kurlandii pozostał rodzinie tytuł i przydomek rodowy.

    Pruskie rządy na Śląsku nie mogły pozostać bez wpływu na położenie ludności polskiej. W powiecie sycowskim do końca XIX wieku Polacy stanowili większość, poddawana pod pruskim panowaniem wielkim naciskom germanizacyjnym. W wielonarodowej monarchii Habsburgów usiłowano wprawdzie też prowadzić germanizację, głównie w oparciu o biurokrację i szkołę, ale polityka ta była niezbyt konsekwentna i mało skuteczna. Co innego w Prusach, gdzie bujnie krzewiły się idee szowinizmu i pogardy dla innych narodów. Polityka germanizacyjna i prześladowania ludności polskiej w Poznańskiem, na Śląsku i na pomorzu są tego jaskrawym przykładem. Że pomimo to, ludność polska w powiecie sycowskim i kilku sąsiednich najskuteczniej na Dolnym Śląsku opierała się bezwzględnie realizowanej polityce germanizowania ówczesnych " kresów wschodnich" Niemiec - zawdzięczać może pewnie swojej wysokiej procentowo liczebności i zastępom świadomych, choć przeważnie cichych działaczy patriotycznych. I nie tylko. Poważną rolę w umacnianiu polskości odgrywały kościoły obu dominujących tu wyznań - ewangielickiego i katolickiego. Dla przykładu można wymienić choćby pastora z Międzyborza w XIX wieku Roberta Fiedlera. Chociaż sam Niemiec z pochodzenia, do tego stopnia opanował język polski, że nie tylko mógł udzielać posługi duchowej polskim ewangielikom - co przed nim i po nim czyniło wielu duchownych, zarówno narodowości polskiej, jak i niemieckiej - ale pisał też artykuły i rozprawy do czasopism polskich, opracował polski śpiewnik religijny i podręcznik do nauki języka polskiego. Występował też wobec czynników urzędowych i kościelnych w obronie praw miejscowej ludności polskiej do używania języka ojczystego.

    Gwoli prawdy należy też dodać, że polityka germanizacyjna władz nie znajdywała też odbicia w stosunkach pomiędzy miejscową ludnością polską i niemiecką. Na tym terenie hasła i szczucia szowinistyczne nie chwytały. Być może, że pewien wpływ na to wywierała atmosfera domu Bironów. Bliżsi arystokratyzmu, żeniący się chętnie z Polkami, Rosjankami, Francuzkami, utrzymujący żywe kontakty towarzyskie z polską arystokracją, traktujący na równi niemieckich i polskich poddanych czy służbę - Bironowie musieli z pewnością wywierać obiektywnie hamujący wpływ na szowinistyczne zapędy oficjalnej polityki i propagandy.

    Całkowitą zmianę w stosunkach polsko-niemieckich pod względem nastawienia do siebie ludności w powiecie sycowskim przyniosła dopiero pierwsza wojna światowa, wywołana przez Rzeszę Niemiecką, powstałą w 1871 roku ze zjednoczenia państw niemieckich pod egidą Prus. Odtąd już nie obieralna, lecz dziedziczna władza cesarska należała do królewskiego domu pruskiego Hohenzollernów. Austria z podległymi jej państwami i narodami pozostała poza Rzeszą Niemiecką, tak już tylko zwaną, dlatego też przez duże "N". pierwsza wojna światowa sprawiła umiędzynarodowienie problemu odrodzenia Polski z rozbiorów. W powiecie sycowskim znaleźli się liderzy, opowiadający się za przyłączeniem powiatu do Polski. Wśród nich można wyróżnić rodzinę Przykutów w Międzyborzu. Józefa Skotnika, Stefana Millera, Księdza Stefana Pancherza w Dziadowej Kłodzie i innych. Szczególne miejsce należy przyznać księdzu Wincentemu Rudzie, proboszczowi parafii Marcinki - Mąkoszyce, jednemu z najbardziej aktywnych działaczy patriotycznych na tym terenie. Utrzymywał on kontakty z Naczelną Radą Ludową w Poznaniu i popierał Powstanie Wielkopolskie. Przed bitwą o Ligotę odprawił mszę na intencję ojczyzny. Jawnie opowiadał się za przejęciem powiatu sycowskiego przez Polskę. Taka postawa i postepowanie nie mogły jak się okazało, pozostać bez konsekwencji ze strony niemieckiej. 15 stycznia 1919 roku ksiądz Ruda został aresztowany przez niemiecką straż graniczną (Grenzschutz), jakoby z podejrzenia o szpiegostwo i miał być odprowadzony na przesłuchanie. Na drugi dzień zaś znaleziono jego zwłoki w lesie między Marcinkami i Mąkoszycami. Konwojujący aresztowanego twierdzili w śledztwie, że został zastrzelony podczas próby ucieczki. Lekarze prowadzący obdukcję zwłok potwierdzili zgodnie rany postrzałowe, natomiast tylko jeden z nich - również ranę kłutą - Ciągnące się latami śledztwo utknęło w martwym punkcie.Ksiądz Ruda nie był jedyną prześladowaną, ani nawet jedyną pozbawioną życia ofiarą najwyższej fazy napięcia, jaką z zakończeniem wojny osiągną problem rozstrzygnięcia przynależności państwowej powiatu sycowskiego. Z braku miejsca nia sposób tu jednak bliżej zajmować się losami poszczególnych osób.

    O losach powiatu na najbliższe dziesięciolecia zadecydowała konferencja pokojowa w Wersalu w roku 1919. Traktat wersalski następująco określił granice Polski na odcinku przebiegającym przez powiat sycowski ze skrawkami powiatów namysłowskiego i oleśnickiego:

    "(...) linia, która będzie oznaczona na miejscu, pozostawiająca Polsce miejscowości : Skoroszów, Rychtal, Trębaczów, Dziadowa Kłoda, Slizów, Kozła Wielka, Pisarzowice, Rybiń, Niwki Książęce, Pawłów, Czeszno(Cześń), Konradów, Jankowice, Modzinowe, Bogdaj, a Niemcom miejscowości: Woskowice, Małe Kowalowice, Głuszyna, Dalborowice, Radzowice, Stradomia, Syców, Kraszów, Międzybórz, Domasłowice, Suliradzice, Kuźnica Cieszyńska."

    Wspomniana w trakcie linię wytyczyła międzynarodowa komisja aliancka, z udziałem delegatów Polski i Niemiec. Jedynie Ślizów i Dziadowa Kłoda, zresztą na podstawie pewnego kompromisu polsko-niemieckiego, pozostały ostatecznie przy Niemcach. Mieszkańcy ich musieli jeszcze odczekać ćwierć wieku, by wraz z całym powiatem i resztą dawnych ziem państwa polskiego po Odrę i Nysę Łużycką znaleźć się w granicach ojczyzny odrodzonej po raz drugi. Było to w styczniu 1945 roku.