Dramat za zamkniętymi drzwiami
"Jak chłop baby nie bije, to jej wątroba gnije" - mówi przysłowie z "księgi przysłów polskich". Nie należy jednak traktować jego dosłownie. Często jednak nad tymi słowami przechodzimy do porządku dziennego. O czym to świadczy? Być może o tym, że łatwo godzimy się z przemocą. W jakimkolwiek wydaniu ona by była.
Znęcanie się to nie tylko bicie żony, męża czy dzieci. To również na przykład moralne znęcanie się nad swoim podwładnym - na przykład w pracy. Przemoc w rodzinie j
est jednak najbardziej rozpowszechnionym zjawiskiem w naszym społeczeństwie, spośród wszystkich rodzajów znęcań.Przemoc i paragrafy
O przestępstwie przeciwko rodzinie mówi art. 184 Kodeksu Karnego. W paragrafie l. czytamy: Kto znęca się fizycznie albo moralnie nad członkiem swojej rodziny lub
nad inną osoba, pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy, albo nad małoletnim lub osobą bezradną podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5.Paragraf 2. tegoż artykułu dotyczy osób, które przemocy używaj ą w sposób szczególnie drastyczny: Jeżeli następstwem czynu jest targniecie się pokrzywdzonego na własne życie, albo sprawca działa ze szczególnym okrucieństwem, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10
.Kilka lat temu w naszym mieście prowadzona była sprawa
szczególna - ojciec znęcał się nad córką. Efektem tego była nieudana próba samobójcza dziewczyny. Wzięła garść tabletek i ledwo ją odratowano. Leżała dłuższy czas w szpitalu. Czyn ojca podlegał ww. 2. paragrafowi 184 artykułu. To samo dotyczy czynów lubieżnych w obecności innych członków rodziny, upokarzania, bicia i zamykania, pozbawiania jedzenia i inne. Pomysłowość domowych tyranów jest ogromna.W Mrągowie coraz mniej
Jak poinformował nas zastępca komendant KRP w Mrągowie, Wiesław Skudelski, liczba postępowań o znęcanie się (dotyczy mieszkańców Mrągowa), z roku na rok maleje.
-
Być może ma na to wpływ większa świadomość społeczeństwa. Sprawa jest stale nagłaśniania w środkach masowego przekazu, a sprawcy nie czują się już tak bezkarni - powiedział nasz rozmówca.Statystki dotyczące przyległych do Mrągowa gmin - Piecki i Sorkwity, są jednak mniej zadowalające. Według nich, ilość znęcań wciąż rośnie. Być może dlatego, że na wsi trudniej o telefon, z którego można zadzwonić na policję czy też większy
jest wstyd przed ludźmi. Na szczęście obserwuje się coraz mniejsze skrępowanie faktem, że rodzinę tyranizuje na przykład pijany tatuś. Kobiety (choć sprawa dotyczy nie tylko ich) coraz częściej zgłaszają się na policję. Bywa jednak i tak, że pokrzywdzeni lub świadkowie sami utrudniają prowadzenie postępowania. Czasem bowiem po policję dzwonią sąsiedzi, kiedy słyszą awanturę i bijatyki. Kiedy przyjeżdża policja, odwołują wszystko, mówiąc: oni się pogodzą, a my będziemy wrogami do końca życia.- Te
sprawy są trudne do prowadzenia dowodowego. Ludzie zasłaniają się niewiedzą niepamięcią - mówi zastępca komendanta. W mrągowskiej KRP tego typu sprawy prowadzi kobieta. I w opinii przełożonych, robi to dobrze.Domowy tyran pierwszy wyrok dostaje z regu
ły w zawieszeniu. Jeśli jednak to nie poskutkuje, po kolejnym trafi do więzienia. W tych sprawach sąd jest nieubłagany i stanowczy.Tyran na rauszu
Przyczyny znęcania się bywają różne. Czasem jest to zły stan materialny rodziny. Dlatego też wśród domowych tyranów najwięcej bezrobotnych i utrzymujących się z zasiłków społecznych. Dużą rolę odgrywa również wykształcenie. Najczęściej - według ogólnopolskich statystki - biją ci z podstawowym i zawodowym. Najrzadziej - z wyższym (6%). Sprzeczki wybuchają głównie po alkoholu. Są jednak i tacy, którzy tyranizują "na trzeźwo". Ci mają zatajone w sobie kompleksy władzy i rządzenia innymi. Wi
ele do powiedzenia mają tu psycholodzy.Często podczas prowadzenia sprawy sadysta udaje przed wszystkimi kochającego małżonka i tatusia. Wiele zarzutów pada również na kuratorów sądowych. Każdy bowiem wyrok w zawieszeniu łączy się z przydzieleniem kurato
ra do dozoru. Pokrzywdzeni skarżą się jednak na niewielkie zainteresowanie ze strony sądowych urzędników.Według badań CBOS 17% kobiet doświadczyło na sobie przemocy. Dzieci są częstszy mi jej ofiarami - bitych jest aż 60%. Co trzeci rodzic bije dzieci do 6 roku życia. I to dość dotkliwie.
Najgorzej mają członkowie rodzin alkoholików. Aż 80% kobiet z takich związków jest ofiarami przemocy - przejawia się ona w szarpaniu za włosy, gwałcie, popychaniu, szarpaniu, wyzywaniu i innych. Dzieci są nie zawsze niemymi świadkami tragedii rodzinnych.
Prowadzona kampania pomocy rodzinie ma pomóc pokrzywdzonym w przełamaniu wstydu. Jednak nie zawsze awanturom jest winien tylko sprawca.
Czasem to właśnie późniejsza ofiara nie potrafi powstrzymać się od uwag, znając przecież temperament sadysty. Często taką postawę wynoszą z domu rodzinnego.
Aby kampania przeciwko przemocy w rodzinie odniosła skutek, musi zaangażować się w nią większość społeczeństwa. Policja niewiele zrobi w takiej sytuacji, bez pomocy mieszkańców
Dom grozy
Proszę pani, czy ja jestem normalny?
- podobne pytania zadawali niektórzy wychowankowie pedagogowi w Domu Dziecka nr 7 w Łodzi. Nic dziwnego - wychowawcy łatwo używali wobec dzieci takich określeń, jak: głupek, debil, szmata, lump, a nawet kurwa. Przy tym, na porządku dziennym było znęcanie się fizyczne nad wychowankami. Niekiedy nie oszczędzano nawet maluchów z grupy wieku od 5 do 8 lat.
Gdy otrzymałem dwójkę w szkole, lub gdy nauczyciel wpisał mi uwagę do dzienniczka, byłem karany "gimnastyką" - mówi Artur J. Zwykle było to ćwiczenie "żabki" wzdłuż korytarza, które kończyło się "krzesłem" (stanie pod ścianą z podkurczonymi nogami pod kątem 90 stopni i z wyciągniętymi ramionami). Czas kary nie był określany, kończyła się w ch
wili, gdy dziecko padało z bólu czy ze zmęczenia. Pewnego razu za wyrażenie własnej opinii ten chłopiec dostał w twarz. -Jednego dnia byłem na wagarach.Za karę nakazano ogolenie głowy na łyso
- mówi Marcin K. - Niekiedy za byle występek lub zbyt powolne wykonywanie polecenia ćwiczyłem po kilkadziesiąt razy "pompki". Bywało, że przy tym dostałem kablem. Wioletta, Piotrek, Ania i Adam mówią, że z powodów bardzo błahych pozbawiano dzieci kontaktów z rodziną. Niektórym wychowankom przy różnych
okazjach wypominano z jakich pochodzą rodzin i środowisk. Na przykład padało: "Skończysz jak twój ojciec w kryminale, zdechniesz jak twoja matka.- Przez długi czas za karę odmawiano mi kupna butów. Te, które nosiłam już się rozlatywały - mówi 18-letnia Anna J. Wychowankom, którzy kończyli 18 lat, a byli pupilkami wychowawców, urządzano wystawne przyjęcia z tortami, otrzymywali prezenty, uczestnicz
yli goście z zewnątrz, był alkohol. Inni wychowankowie, ci przeciętni i ci co "podpadali" otrzymywali z okazji uzyskania pełnoletniości torebkę cukierków miętowych. Poniżającą wychowanków karą - jak mówią Krzysztof G., Piotr B. i Paweł K. - był zakaz opuszczania łóżka. Wtedy trzeba było cały dzień, a niekiedy dwa dni przeleżeć w piżamie. Natomiastbardzo dolegliwą karą było pozbawianie dzieci posiłków.
Niekiedy była to jednodniowa głodówka, czasem dwudniowa. Kto nie wstał na śniadanie, nie miał prawa otrzymywania pozostałych posiłków. Jeśli przez przypadek któreś dziecko objęte zakazem otrzymywania posiłków, miało na stole na przykład śniadanie, wtedy wychowawca je odbierał. Stosowanie takich kar potwierdza personel kuchni. Bicie dzieci było niejako wpisane
w rejestr kar. - Gdy wychowawca uderzył mnie w brzuch i wiłem się z bólu, zapytał: "Boli?" Odpowiedziałem, że tak. On na to: "Po to się bije, żeby bolało" - zeznał Marcin K.Bito nie tylko starsze dzieci, ale i te najmłodsze.
Anna J. była świadkiem bicia maluszka wieszakiem, a Marzena B. mówi, że małe, płaczące dziecko zamknięto w ciemnym pomieszczeniu. Najczęstszym powodem stosowania takich kar były słabe wyniki uczniów w nauce, nie uczestniczenie w zajęciach szkolnych, samowolne oddalanie się z Domu Dziec
ka, ociąganie się lub niewykonywanie jakichś poleceń, palenie papierosów i w ogóle nieprzestrzeganie regulaminu w Domu Dziecka. Niektórzy wychowankowie za karę musieli się też uczyć na pamięć tego regulaminu. W wielu przypadkach wychowawcy nie wnikali w istotne powody słabych ocen dzieci w szkole, jak i nie doszukiwali się przyczyn takiego albo innego nieposłuszeństwa dzieci. Oto Artur G. przez dłuższy okres był karany za złe wyniki w nauce, choć -jak się później okazało - cierpiał na dysleksję i dysgrafię. Siedmioletni Bronek, który od poniedziałku do piątku przebywał w ośrodku dla dzieci głuchych, płakał, gdy wracał do Domu Dziecka. Wiele dzieci bało się swych wychowawców, nie znajdowało w nich rzeczywistych opiekunów. Jeden z chłopców, który leczył się ze względu na swe dolegliwości psychiczne, był przedmiiotem żartów i nikt nie staną w jego obronie. W grupie dzieci najmłodszych niektóre były dotknięte chorobą sierocą.Brak im było dobrej opieki i ciepła.
Tymi płaczącymi maluchami, do których nikt nie przychodził, zajmowały się starsze dziewczynki. Był okres, że w Domu Dziecka nr 7 występowało duże rozluźnienie dyscypliny i należało stosować ostrzejsze wymagania. Oddanie jednak dzieci w ręce wychowawców, którzy nie potrafili właściwie zapanować nad sytuacją i z braku kwalifikacji uciekali się do najgorszych metod, wytworzyło w tej placówce klimat grozy i strachu. Dzieci są złe i należy je karać - przyjmowano
zasadę. Wychowawcy są dobrzy i zawsze mają rację. Trzeba ugruntować u dzieci przekonanie, że kary są słuszne i nie ma od nich odwołania. Jaki był tego skutek? Ewa K. pracująca w tym domu jako pedagog wybrała grupę dzieci i wybrała się z nimi do neurologa. Były to osoby reagujące histerycznie, które miały lęki, jąkały się, mówiły bełkotliwie. Lekarz stwierdził u nich nieprawidłowy rozwój osobowości z cechami zaburzeń emocjonalnych. Dzieci, jego zdaniem, wymagają opieki psychicznej i odpowiedniej terapii. Jeszcze jesienią ubiegłego roku starsi wychowankowie tego domu złożyli skargę do Kuratorium Oświaty. Kontrola, którą przeprowadzili inspektorzy, potwierdziła fakty znęcania się nad wychowankami. Wydano odpowiednie polecenia. Niestety, personel Domu Dziecka je zlekceważył. Wiosną 1997 roku sprawa trafiła do prokuratury. W sporządzonym przez nią akcie oskarżenia stawia się zarzuty czterem wychowawcom: Zdzisławowi K., Grażynie O., Dorocie K. i Pawłowi S. Wszyscy są po studiach i mają własne dzieci. Za znęcanie się nad wychowankami powierzonymi ich opiece grozi im kara od 6 miesięcy do 6 lat więzienia. Od czerwca br. Dom Dziecka nr 7 jest nieczynny - przeprowadza się w nim remont. Starsze dzieci przebywają w bursach, młodsze w innych domach dziecka. Warto jeszcze dodać, że w odrębnym postępowaniu toczy się sprawa jednej z dziewcząt, dotycząca doprowadzenia jej do poddania się czynowi nierządnemu.II Trybunał ds. Przemocy
W sobotę
13 grudnia 1997 roku w budynku Sądu Wojewódzkiego w Warszawie odbył się II Trybunał ds. Przemocy Wobec Kobiet zorganizowany przez Centrum Praw Kobiet we współpracy ze Stowarzyszeniem Sędziów Orzekających "Justitia". Trybunał wzbudził duże zainteresowanie mediów, przedstawicieli organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, a także działaczek organizacji kobiecych.Cechą szczególną
II Trybunału był duży udział kobiet -ofiar przemocy, które aktywnie uczestniczyły w debacie. Posiedzenie Trybunału, na wzór procesowej zasady jawności, odbyło się przy "drzwiach otwartych" - każda osoba zainteresowana mogła przyjść i przysłuchiwać się obradom .Do wzięcia udziału w Trybunale oprócz kobiet ofiar przemocy zaproszeni zostali sędziowie oraz publiczność. Moderatorką posiedzenia była Dagmara Baraniewska z Fundacji im. Stefana Batorego, a w składzie sędziowskim znaleźli się:
-
Henryk Bęben, wiceprezydent gminy Centrum,W pierwszej części Trybunału. Iwona K., Grażyna K. i Ewa W. zdecydowały się opowiedzieć publicznie: o przemocy, której doznały ze strony swych partnerów, o doświadczeniach w kontaktach z organami ścigania i wymiaru sprawiedliwości oraz
oczekiwaniach pod adresem tych instytucji. świadectwa te były tak wstrząsające, że większośść osób słuchała ich ze łzami w oczach, zastanawiając się jak to możliwe, że w cywilizowanym, wydawałoby się, kraju, pod płaszczykiem cichego przyzwolenia społecznego, rozgrywają się ludzkie tragedie. Mówiły one o swoim cierpieniu, bezsilności wobec sytuacji w jakiej się znalazły, braku zrozumienia ze strony rodziny, sąsiadów, organizacji i instytucji powołanych do udzielenia im pomocy.Kobiety bardzo krytycznie odniosły się do instytucji wymiaru sprawiedliwości, narzekały na okazywany im brak zrozumienia i zainteresowania, przewlekłość spraw sądowych. Skarżyły się, że sprawy o znęcanie są często umarzane z powodu braku dowodów, których policja nawet nie stara się gromadzić, a w rzadkich przypadkach gdy dochodzi do skazania sprawcy najczęściej otrzymuje on wyrok w zawieszeniu.
Następnie głos zabrali sędziowie, mówili na temat zaprezentowanych przez kobiety świadectw. Głosy ich różniły się między sobą, pomimo to większość przyznawała, że przepisy prawne w zakresie ochrony ofiar przemocy w Polsce nie są dobre. Wysuwano postulaty zmian dotychczasowego ustawodawstwa. Sędziowie podkreślali, iż niesprawiedliwością jest aby ofiara przemocy w rodzinie zmuszona była opuścić mieszkanie, najczęściej wraz z dziećmi i tułać się po schroniskach. Proponowano wprowadzenie instytucji "order of protection" polegającej na zakazie zbliżania się sprawcy do ofiary i jej miejsca zamieszkania. Kolejną propozycją było
utworzenie funduszy kompensacyjnych dla ofiar przemocy w rodzinie. Mówiono także o konieczności pociągania do odpowiedzialności karnej za zaniechanie przedstawicieli instytucji zobowiązanych do działania w sytuacji przemocy w rodzinie, takich jak policja, prokuratura, służba zdrowia. Podnoszono, że Państwo powinno być zobowiązane do wypłacania odszkodowań osobom pokrzywdzonym. Niektórzy sędziowie, zwłaszcza Ci, którzy są przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości próbowali ratować honor naszego ustawodawstwa tłumacząc, że nie jest ono jeszcze takie złe, że często wina, w przypadku umarzania lub przewlekłości spraw, leży po stronie kobiet, które wycofują zeznania i korzystają z prawa odmowy zeznań. Po przerwie kolejne trzy kobiety przedstawiły historię przemocy, której doznały: domowej i instytucjonalnej. Panie: Izabela Ż., Magdalena K. i Małgorzata W, opowiedziały o przemocy, jakiej padły ofiarą w schroniskach dla kobiet. Ujawniły one fakty skandalicznego i wręcz nieludzkiego traktowania kobiet - ofiar przemocy przez zatrudniony tam personel. Opowiadały, że w schroniskach traktowane są jak "margines społeczny", nie mają żadnej prywatności, a ich prawa są łamane.Na zakończenie wywiązała się ogólna dyskusja. Podnoszono konieczność respektowania praw człowieka w działalności wszelkich instytucji i organizacji, z którymi stykają się poszukujące pomocy i sprawiedliwości kobiety. Na tle wypowiedzi osób biorących udział w dyskusji uwidocznił się konflikt pomiędzy policją i prokuraturą, przedstawiciele tych instytucji obwiniali się wzajemnie o brak skuteczności w ściganiu tego rodzaju przestępstw.
Centrum Praw Kobiet wiąże duże nadzieje z tym Trybunałem, wierzymy, że będzie on kolejnym krokiem na drodze do zmiany postaw społecznych wobec zjawiska przemocy. Mamy nadzieję, że - podobnie jak dwa lata temu - głos kobiet, które doświadczyły przemocy ze strony osób najbliższych przyczyni się w znacznym stopniu do ożywienia publicznej debaty na temat zjawiska przemocy w rodzinie oraz wymusi na władzach działania zmierzające do zmian prawnych i instytucjonalnych
niezbędnych dla zapewnienia ofiarom skuteczniejszej ochrony.